• proza,  Twórczość literacka

    Ostatni dzień, ostatni sen.

    Dzwonek do drzwi wyrwał ją z zamyślenia. Stale dzwonił. Kilkanaście razy dziennie, może więcej. Ktoś wchodził, ktoś wychodził. Ona nie.Potrzeba napicia się kawy i zapalenia papierosa zmusiła do wstania. Otuliła się kocem, jedynym przejawem ciepła jaki miała. Z kubkiem gorącego napoju w ręku poszła do swojego ulubionego miejsca. Wyjęła papierosy z kieszeni i zapaliła, jeden, drugi, trzeci, dopóki nie skończyła się kawa. Dym wypełniał specjalnie wyznaczone do tego pomieszczenie i znikał w nigdy nie zamykanym oknie kłębiąc się wśród krat. Siedziała i wycierała łzy. Płynęły same niezrozumiałym potokiem. – Poranki są najgorsze – powiedział doktorek wkładając tytoń do gilz. Przyglądała się małemu urządzeniu, które produkowało niezbędny dla niektórych produkt. Pozwolił jej spróbować,…