Twórczość literacka,  Wiersze tom 1

Mój pierwszy tomik po raz drugi

Przez ostatnie kilka lat moje wiersze leżały odłogiem na plikach w komputerze, więc postanowiłam w końcu dać im szansę na ujrzenie światła dziennego i wydać je w formie drukowanej ramach self-publishing w systemie wydawniczym Ridero. Wiersze ukażą się niebawem w trzech tomach. Pierwszy jest wznowieniem wydanego już w 2014 roku zbioru zatytułowanego „Błąd w nawigacji”. Tomik jest poprawiony z nową szatą graficzną mojego autorstwa. Poniżej kilka wybranych wierszy z tego zbioru. Miłej lektury 😊

Śpieszmy się powtarzać hasła wolności

jestem błędem w nawigacji

skręć w lewo  powiedział głos męski

skręć w prawo  sprzeciwił się damski

ruszyłam prosto w kierunku obłędu


wszystko było pewne i zatwierdzone

jednym uderzeniem młotka

tylko ja przyznałam się do winy

żadna ze stron nie zabrała już głosu


nie ma jutra

a tylko jutro mogę mieć szczęście

i wrócić do punktu wyjścia dla uwięzionych

w niewłaściwym funkcjonowaniu


nie wiem kto tak mocno trzyma mnie w garści

może ten którego nazywam bogiem

a może to co wydaje się być życiem


Boso i nago umiera się najwygodniej

sen jest krótki

rozciągnięty pomiędzy czekaniem a brakiem


śmierć etapuje się kolorami

nuży mnie i wypluwa na powierzchnię

rozrywając zimę o wschodzie

by rozniecić zachodnie pożary


idę w niepamięć

kończę się i zaczynam jak sygnał ratunkowy

wypuszczany ustami nabrzmiałymi

od nadmiaru próśb


jestem biedna więc w oczach hula wiatr

rozwiewa nadzieje odbierając

to co z mozołem nagromadziło się w zanadrzu


zakaz wstępu tam gdzie rodzą się cuda

sterylna przestrzeń nie przepuszcza błota

zużytych butów duszących zmęczeniem stóp


Każdego dnia z martwych wstają przed bramą

pani święci się wiosennie

rozkwita wierzbą przed lustrem

jakby miała tylko łzy


pan jest bezsenny

wyrasta domem i drogą

odciśniętą w całunie


piękni są gdy podają się sobie

każde z nich ma taką samą tęczę


po cichu biorą by stworzyć świt


oddzielnie czy razem zapełniają przestrzeń

wieczni bosonodzy

zryci piaskiem i gwoździem


jeszcze nie otwieraj dla mnie –

mówi ona

jeszcze śnij – mówi on

aż przebudzimy noce na skrzyżowaniu dróg


Perfekcyjnie zasypiam i budzę się by żyć

jest łagodniej jakby życie przemnożyło się

biorąc na siebie moją śmierć


nie wiem ile to już razy

widać odnawiam się wiecznie jak ziemia

w której zakopią imię i nazwisko


odrzuciłam przejawy egzaltacji od plew

rozpoczynając nienaturalny proces braku starzenia


kiedy jestem w sobie choruję na przemożną ciszę

lub nieposkromione ataki gadulstwa


śmiejesz się z tego wpuszczając jednym uchem

drugim pozwalasz wyjść na nowo


osobiście obliczyłeś mnie na nieskończoność

algorytmem który zapisuje

każdą sekundę jednego oddechu


W zawieszeniu

pomiędzy niebem a piekłem są ci którzy czekają

na cud wpatrzeni w cel nie widza siebie

jakby martwy punkt określał to czym są


nic ich nie nakarmi ale lubią udawać że jest inaczej

że sens jest pasterzem i prowadzi na zielone pastwiska

na których kochają się sami ze sobą


jedno jest jasne krew rozdrapana pod skórą

staje się niezmywalna zżera ubranie niczym strach


w końcu wszystkim chodzi tylko o śmierć

bo do niej prowadzą drogi istniejących na niby


Kochana córeczko,

czyli drugi list z zaświatów

tutaj jest wrażenie

że podróż jest nieskończona

opowiada historie w których widać

to co każdy chce zobaczyć


nie uginam się i nie rozsypuję w mak

tak drobny jak próby naprawy

tego co zepsuło się w międzyczasie


wiem że trudno znaleźć mnie w połowach drogi

jesteś jedną a ja drugą

równoległą do kroków stawianych w odbiciu

którego jeszcze nie znasz


świat nie jest samotny

rozgałęzia się do granic niewidzialności

i dotyka mórz w kolorze nas samych


jestem z tobą od zawsze i na zawsze

przed za i w tobie

tylko poczuj jak wschodzę o świcie


W kurorcie złudy śmierć czeka w kącikach ust

na wylocie zrobiły się korki

stanie w miejscu z walizkami

uwiązanymi do nóg


kostki puchną i szukają

wolności takiej jaką czuć

chodząc po wodzie


utrwalam nieobecności w domu

wsiąknięta w ściany i podłogę

wiem że ta wycieczka nie trwa wiecznie


kiedyś się zapakuję i zostawię

wszystkie graty niech grają jeszcze

wydalając mój swąd dopóki nie uleci

tam gdzie już nikt nie pamięta


wkrótce nie odróżnię się od reszty

tego co niewidzialne i będę

miała ubaw po pachy

że tak źle się bawiłam


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *