proza,  Twórczość literacka

Cisza o poranku

Depresja przychodzi niespodziewanie. Czyha na każdym kroku i czeka na dogodny moment, żeby dopaść delikwenta. Na nią czekała całe życie. Już raz wyślizgnęła się z jej rąk i wygrzebała z dna. Mało tego, po długim leczeniu stwierdziła, że jest zupełnie zdrowa. Najzdrowsza na świecie. I tak było, bo nie chorowała na nic. Czasem pojawiały się dołki, ale szybko otrząsała się z nich i ruszała dalej. Myślała, że skoro ma za sobą wszystko co najgorsze, to co najlepsze czeka na nią z otwartymi ramionami.
Pomyliła się. Pomyłki bywają bolesne. A tego ranka bolało, jak diabli. Bardziej niż kiedykolwiek. Bardziej niż wtedy, kiedy tępym nożem pocięła sobie przegub lewej ręki. Zastanawiała się co będzie bolało bardziej. Przecięcie przegubu jeszcze raz, tym razem na ostro, czy kiedy z tego zrezygnuje. Gdy zrobi pierwsze, po pewnym czasie cały ból zniknie i nigdy nie wróci. Kiedy drugie, ból zostanie prawdopodobnie na zawsze.
Zwlekała. Napisała kilka esemesów sugerując, że potrzebuje pomocy. Odzew był niewielki. Nikt nie traktował tego poważnie. A tym razem, jej zamiary były poważne. Tak poważne, że wydały jej się żałosne.
Siedziała na kanapie wpatrując się w zużyte chusteczki. Łzy czasami potrafią produkować się na potęgę. Jakby gdzieś w człowieku był niewyczerpany zbiorniczek, który po odkręceniu kranu nie daje się zakręcić. U niej dzisiaj chyba zepsuł się zawór.
Na białej kartce napisała pożegnalny list. Nie wypada przecież odchodzić bez słowa. Skoro nikt nie miał jej nic do powiedzenia i niewiele kogokolwiek obchodziła , to może ona powinna coś powiedzieć. Coś, co powinna powiedzieć, stworzone pod wpływem skrajnego uczucia bezradności, było krótkie i zwięzłe:

Przepraszam…

Podpisała go swoim imieniem. Kranik odkręcił się na dobre. Czekała bezsilnie, choć nie wiedziała na co. Na pomoc? Na nagły zwrot akcji? Na cud? Była cisza. Tylko kot, który siedział na stole obok jej listu, miałczał coś od czasu do czasu oblizując sierść językiem.
 
Jakie higieniczne zwierzę – pomyślała – oczyszczanie się jest bardzo ważne.
 
Ona „czyściła się” przez ostatnie dwa lata. Przeanalizowała swoje życie, przebaczyła, usunęła to co negatywne i zaczęła postrzegać wszystko zupełnie inaczej. Pierwszy raz w życiu poczuła się szczęśliwa. Ten czas był dla niej najlepszy, mimo że na zewnątrz nie zmieniło się nic. Wciąż te same problemy, ta sama pogarszająca się sytuacja życiowa i narastające poczucie osamotnienia. Jednak była radosna i przepełniał ją spokój. Do tego ranka, kiedy świat powiedział dość i nie pozwolił dalej żyć.
 
Położyła się zwinięta w kłębek i płakała. Drżały jej nogi, a głowa pękała z bólu. Wokół nadal było cicho. Przez moment miała wrażenie, że zanim to zrobi, cisza zabije ją pierwsza.
Myśl o nożu działała odpychająco, ponieważ bała się bólu i nie lubiła widoku krwi.
Kurde, musi być jakiś sposób – zastanawiała się. Tabletki, tak tabletki! – wykrzyknęła w myślach.
Miała mnóstwo tabletek, których nie zażywała, bo uznała, że już ich nie potrzebuje.
 
Po nich śpi się jak dziecko. Urodziłam się jako dziecko i umrę tak samo- stwierdziła.
 
Kot usiadł na pożegnalnym liście, jakby w ten sposób chciał zatwierdzić jego ważność. Podobno koty wynoszą z domu negatywną energię. Miała trzy, przygarnięte z podwórka. Kiedy były głodne i marzły z zimna na dworze miała wrażenie, że to ona jest tam głodna i zmarznięta. One wraz z psem, to jedyne żywe stworzenia, które okazywały jej bezinteresowną uwagę. Ale czy na pewno? Może było tak dlatego, że dawała im jedzenie niekiedy odmawiając sobie.
 
Czas mijał. Kot na stole nie przerywał higieny osobistej, drugi spał na kanapie, a trzeci gdzieś sobie poszedł. Pies spokojnie spał na fotelu. Usiadła, żeby wytrzeć nos i zaczęła wyobrażać sobie sytuację, jakby było już po wszystkim. Czy nastąpiłaby zmiana? Czy zwierzęta nagle oderwałyby się od swoich czynności? Czy w ogóle ktoś cokolwiek by zauważył?
 
Wyobrażenie zmieniło się w rzeczywistość i ogarnęła ją ulga. Kranik ze łzami przestał kapać, nogi przestały dygotać, a ból głowy zniknął. List wciąż leżał na stole. Nikt go nie przeczytał.
Kot zajęty myciem, drugi spaniem, a trzeci pójściem sobie gdzieś. Pies wciąż leżał na fotelu z głową na jej piżamie. Za oknem przejechał samochód, a kukułka kukała swoje kuku. I wszystko pozostało bez zmian. Kuku też.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *